Październik 18th, 2011
Jak będzie na Mistrzostwach Europy?
Z pewnością wielokrotnie już podnoszono temat odnośnie tego, jaka piłka jest na lepszym levelu – ta reprezentacyjna, czy też klubowa. Setki, jeśli nie tysiące jajogłowych fachowców od piłki nożnej rozmyślało już czy gwiazdorska Barcelona zwyciężyłaby mistrzów Europy i świata Hiszpanów, czy poziom piłkarskich mistrzostw globu jest wyższy od fazy grupowej Champions League. Problem ten choć interesujący, wydaje mi się kompletnie niemożliwy do zmierzenia. Bo jak tu niby zorganizować starcie Hiszpanów z barcelończykami, skoro trzon ekipy Pepa Guardioli stanowią właśnie reprezentanci państwa z półwyspu Iberyjskiego? Zaczęło mnie to nurtować po tym, kiedy przypomniałem sobie słowa Leo Benhakkera, byłego coacha polskiej kadry, który co chwila wspominał, iż konkretny zawodnik nie prezentuje jeszcze wymaganego przez niego levelu reprezentacyjnego. A w jaki level prezentuje gracz powiedzmy z doświadczeniem gry w Lidze Mistrzów, który jednak z obojętnie jakiego powód nie jest w kadrze swojego państwa? Albo jaki level prezentują nasi obecni kadrowicze, z których kilku rywalizuje przecież w najmocniejszej lidze Starego Kontynentu, kilku z nich rywalizuje przecież także w LE. Mimo tego, ogólnie generalnie przyjęty przez naszych piłkarskich kadrowiczów Franciszka Smudy poziom to mistrzowski, jeśli weźmiemy oczywiście możliwości picia przez nich alkoholu. Podchodźmy jednak do sprawy bardziej poważnie. Za niespełna dwa lata Polska, z racji bycia współgospodarzem Euro 2012 zagra przynajmniej trzy razy z czołowymi drużynami Europy. Aby nie zakończyło się tak, jak zawsze, tzn. spotkaniem otwarcia, o wszystko i o honor, potrzeba nam albo cudu, albo, jak uważa telewizyjny ekspert Bożydar Iwanow, dymisji selekcjonera. Nie mam pojęcia co trzeba zrobić, wiem jednak co zrobić by się przydało. Zaprzestać interesowania się futbolem i zainteresować się sportem bardziej konstruktywnym, np. badmintonem.