Październik 20th, 2011
I co tu począć
Nie mam poważnej kochanki, a tym bardziej kandydatki na ewentualną mogłaby wychowywać ze mną dzieci. Może to i ok., gdyż nie dość, iż mimo 29 wiosen nie czuję się jeszcze na przewijanie dzieci przyszykowany, to miałbym cholerny problem z wytypowaniem dla niego imienia. Z jednej strony pragnąłbym żeby mój ewentualny przyszły synek bądź córeczka miał pospolite, polsko wybrzmiewające imię, jak Zygmunt, Stanisław lub też Zbigniew, lecz z kolei nie mam pojęcia czy te imiona, minimalnie już staromodne w teraźniejszych latach, całkowicie już będą niemodne za następną dekadę. A przeca ani jeden dorosły nie chciałby być znielubiany przez swoje dziecko, tylko i wyłącznie z powodu tego, iż nie chciało mu się wytężać i poświęcić choć trochę czasu nad zastanowieniem się nad najbardziej pasującym imieniem. Co z tego, że podoba mi się Kevin, skoro po pierwsze w krajowym alfabecie nie występuje litera ,v”, a po drugie zawsze wiązać się będzie z psotnikiem z amerykańskiej komedii zamieszczanej w naszej telewizji każdej Gwiazdki. A jeśli będzie dziewczynka? Nie mam zielonego pojęcia czy na torcie urodzinowym z okazji jej wejścia w dorosłość w roku 2028 uśmiechałaby się, jeśli miała napisane Monika, Iwona, Katarzyna czy może Christina. Kochani, a czym wy się kierowaliście wymyślając imię dla własnych maluchów? Sprawdzaliście sens poszczególnych imion w Internecie czy może szukaliście słynnych bohaterów o podobnym imieniu? Bardzo jestem żądny wiedzy jak czynią obecni młodzi rodzice.